Jak schudłam 10 kg przed ślubem?! [KROK PO KROKU]

Cześć,

Ostatnio na naszym Instagramie pojawiło się zdjęcia, na którym widać mnie w sukni ślubnej, ale na jednym ze zdjęć jestem 10 kg grubsza! Dzisiaj opiszę wam całą moją historię związaną z suknią ślubną, a także jak udało mi się zrzucić aż tyle. Podzielę ten post na kilka kategorii, bo trochę tego tekstu dzisiaj będzie.

Pierwsza przymiarka sukni

Jak każda przyszła panna młoda szukałam sukni tej wymarzonej, najpiękniejszej i takiej, w której będę się czuć i wyglądać jak prawdziwa gwiazda. Udało się! Suknia widoczna na zdjęciach okazała się być tą wymarzoną. Jadąc na pierwszą przymiarkę, która była jakoś pod koniec lutego (byłam wtedy 5 miesięcy po urodzeniu Zuzki) wydawało mi się, że wyglądam świetnie i świetnie się ze sobą czuję. Zdjęcia też „w miarę” pokazywały mnie w całkiem niezłej formie. Podczas przymiarek okazało się, że suknia się lekko nie dopina, ale to przecież przez piersi, które były ogromne, bo przecież nadal karmiłam. Mimo tego, że wydawało mi się, że wyglądam SPOKO postanowiłam wyglądać REWELACYJNIE, w końcu ślub ma się raz w życiu. Długo nie czekając wzięłam się do pracy. Co robiłam i jak ćwiczyłam przeczytacie trochę niżej.

Druga przymiarka sukni

Nadszedł ten dzień, druga, ostatnia przymiarka przed ślubem. Po tym czasie nie będzie opcji żeby coś zmieniać i przerabiać, bo kiedy odbiorę suknię to zostanie 10 dni do ślubu. Teraz znowu wydawało mi się, że wyglądam spoko, że się dobrze czuje w swoim ciele (tak jak podczas pierwszej przymiarki). Dużo osób mi mówiło, że zeszczuplałam, ale ja i tak aż tak bardzo tego nie widziałam. Dopiero to co wydarzyło się w salonie sukien ślubnych uświadczyło mnie w tym, jak dużą pracę nad swoją sylwetką wykonałam. Zakładam suknię, a tu bach! Okazuje się, że jest za duża… dużo za dużo, bo prawie dwa rozmiary!

Tam gdzie wcześniej nie mogłam się dopiąć było tyle luzu, że można by z tego było uszyć sukienkę dla Zuzki. W głębi duszy cieszyłam się prawie tak samo, jak kiedy Mateusz zapytał się mnie czy zostanę jego żoną. Tak jak wcześniej zrobiłam sobie zdjęcie w sukni i pomyślałam: Wow! Wyglądasz naprawdę FAJNIE. Kiedy wracałam do domu zestawiłam ze sobą pierwsze i drugie zdjęcie i dopiero wtedy przeżyłam szok! Niebo, a ziemia to mało powiedziane. Poza tym, że moja twarz wyglądała zupełnie inaczej, to moje barki były o połowę mniejsze, tak samo ręce no i talia, w końcu ją miałam. Teraz przychodzi moment żeby opowiedzieć wam o tym jak to się stało.

Trening i dieta

Nic nie przychodzi samo i na wszystko trzeba ciężko zapracować. Pośladki nie rosną od siedzenia na nich, a brzuch nie jest płaski, kiedy na nim śpimy. Od razu podkreślę wam, że nie byłam na żadnej diecie, nie jadłam żadnych pudełek i nikt mnie nie wyręczał w posiłkach. W czym tkwi sekret? Zdrowe, regularne posiłki bogate w warzywa, białko, tłuszcze i błonnik. Ktoś zapyta, a co z węglowodanami? Jadłam je, ale w dużo mniejszych ilościach niż kiedyś. Zacznę od tego jak wyglądało śniadanie (zawsze takie samo): białkowo – tłuszczowe, głównie jajka na boczku + warzywa, lub jajecznica + warzywa, ewentualnie jak byłam jeszcze bardzo głodna to dodawałam sobie kawałek mozzarelli lub dwa plasterki szynki. Drugie śniadanie, tak jak pierwszy zawsze wyglądało tak samo i była to owsianka. Z reguły z bananem, wiórkami kokosowymi, chia i łyżeczką masła orzechowego. Obiad: białko+warzywa+węglowodany (np. kurczak+pół brokuła+ odrobina pieczonych ziemniaków/ryż basmati). Jako przekąskę jadłam jakiś owoc i zazwyczaj było to jabłko lub kiedy pojawiły się arbuzy to arbuz. Na kolację serwowałam sobie sałatkę i w zależności od nastroju dodawałam do niej wszystko na co miałam ochotę. Czy jadłam pieczywo? Tak, ale tylko na kolację i zazwyczaj była to jedna kromka ciemnego pieczywa.

Przejdźmy do kolejnej kluczowej sprawy: trening! Każda mama o tym wie, że mając małe dziecko ciężko jest znaleźć na coś więcej czas (ja doskonale o tym wiem, bo wróciłam do pracy). Trzeba wykorzystywać każdą wolną chwilę na czas dla siebie, w moim wypadku był to trening. Kiedy tylko Zuzka zasypiała, chociaż nie zawsze miałam chęć i siłę wskakiwałam w legginsy i top i robiłam szybki trening. Kiedy dziadkowie zabierali Zuzkę na kilka godzin leciałam na siłownię, a kiedy wszyscy jeszcze spali, a ja wstałam wyjątkowo wcześnie szłam pobiegać. Starałam się ćwiczyć codziennie, ale różnie z tym bywało. W każdym razie nie ćwiczyłam mniej niż 3 razy w tygodniu.Teraz ktoś zapyta czy ćwiczyłam w domu czy na siłowni – odpowiadam i tu i tu, ale częściej w domu.

Cały proces zrzucania 10 kilogramów trwał u mnie 3 miesiące.

Uwierz mi, jak się chce to można wszystko tylko najważniejsza jest MOTYWACJA! Ja nie chudłam dla Mateusza, Zuzki, gości na weselu, ale DLA SIEBIE, tylko po to by czuć się ze sobą dobrze no i wyglądać REWELACYJNIE.

Ostateczny efekt był taki, że nigdy nie czułam się lepiej i nigdy nie wyglądałam lepiej 🙂 Wiele osób na Instagramie gratulowało mi i pisało, że ta historia to dla nich inspiracja 🙂 Jeżeli choć trochę i Ciebie zainspiruję do działania to daj mi znać! Chętnie przeczytam i twoją historię 🙂

Dziewczyny to nie waga i centymetr jest wyznacznikiem tego czy jesteśmy chude czy nie! To lustro i to jak my się czujemy w swojej skórze tak naprawdę wyznacza naszą wagę. Mi też było ciężko, ale najpierw musi być ciężko żeby potem było łatwo 🙂

6 thoughts on “Jak schudłam 10 kg przed ślubem?! [KROK PO KROKU]

  1. Gratulacje ♥👰🚼 już wiem jak będą wyglądać moje najbliższe 3 miesiące !

    1. Tak, chociaż już dużo mniej niż na początku. Zazwyczaj tylko w nocy, ale zdarzało mi się jeszcze w ciągu dnia czasami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *