Kiedy moje dziecko chce zjeść wszystko z mojego talerza

Jestem młodą mamą i pewnie niektóre z was zarzucą mi, że coś źle robię. Ok, przyjmuję krytykę, ale zdecydowanie bardziej od niej wole własne doświadczenia i obserwowanie dziecka. Kiedyś pewna pani napisała mi pod jednym z filmików, na którym ćwiczę z dzieckiem, że robie jej krzywdę(!?). Pomyślałam sobie: serio? To chyba oczywiste, że w życiu nie zrobiłabym swojemu dziecku krzywdy, a wspólny trening i ja i Zuzka traktowałyśmy jako zabawę. Temat dzisiejszy jest dużo bardziej „poważny”, bo chodzi o jedzenie.

Przesąd za przesądem

Od kiedy urodziłam dziecko to cały czas słyszałam: tego jej nie dawaj, na to jest za mała, tym się zakrztusi, tego nie pogryzie i jeszcze milion innych podobnych fraz. Ale jak się wtedy bałam! I był taki moment, że bardzo restrykcyjne przestrzegałam wszystkich tych przesądów, że truskawki uczulają, a po kalafiorze dziecko może mieć wzdęcia i płakać. W pewnym momencie zauważyłam, że moje dziecko samo domaga się jedzenia, w sensie tego co my mamy na talerzu. W międzyczasie mieliśmy problem z tym, żeby Zuzka w spokoju coś zjadła, bo zamiast jej jedzonka interesowało ją nasze. Ono było bardziej kolorowe, większe no i nie zmiksowane.

Pomimo lekkich obaw postanowiliśmy dawać jej do spróbowania praktycznie wszystkiego co my jemy. Jeszcze bardziej przekonała nas do tego nasza pediatra, która powiedziała tak „Jeżeli dziecko chce jeść i po tym co je nic jej nie dolega, to nie ma żadnych przeszkód by dany produkt jadła”. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że istnieje coś takiego jak „okno pokarmowe”, które jest pomiędzy 4, a 10 miesiącem życia dziecka i w tym czasie dziecko powinno spróbować maksymalnie wielu smaków, żeby potem chciało je jeść.

Ok, więc jesteśmy na etapie dawania dziecku wszystkiego do jedzenia. Jak wiecie i widzicie na naszych profilach sami jemy bardzo zdrowo i nie wyobrażamy sobie, żeby nasze dziecko jadło inaczej… ale bez przesady ostatnio Zuzka też miała cheat meal, ale o tym za chwilę. Na naszym talerzu możecie znaleźć takie produkty jak ryż, makaron, pieczone ziemniaki, wołowina, wieprzowina, kurczak, warzywa i tak mogłabym jeszcze wymieniać przez dłuższą chwilę, ale do czego zmierzam. Zuzka dostaje na swoim małym talerzyku wszystko to co my, tylko nadal jeszcze bardziej rozdrobnione. Po pierwsze zniknął nam problem z jej niechęcią do siedzenia w foteliku, a po drugie dziecko kiedy je jest szczęśliwe. Nieważne, że połowa mieszkania jest w resztkach jej jedzenia, ale dziecko w końcu jest szczęśliwe. Czy może być coś piękniejszego niż szczęśliwe dziecko? Chyba nie.

Cheat meal

Tak jak wspomniałam wyżej od teraz całą rodziną pozwalamy sobie na „cheata”. Ci, którzy jakiś czas już nas obserwują wiedzą, że uwielbiamy pizzę i lody. „Dajecie dziecku pizze i lody?!” – ktoś by zapytał. Odpowiadam tak, ale tylko żeby spróbowała. I nie ma  w tym nic złego, bo skoro jej to smakuje, to dlaczego nie? Co z tego, że wafelek ma trochę cukru, skoro ona zje jego 1/10, ale będzie miała swój wafelek. Albo zje kawałek domowej pizzy? No już nie dajmy się zwariować. Szczęśliwe dziecko, to szczęśliwi rodzice, a skoro jedzenie ją uszczęśliwia to nie będziemy jej w tym przeszkadzać.

Chcesz? To masz!

Każdy rodzić pragnie dla swojego dziecka jak najlepiej. My też. W pewnym momencie jednak szukamy też takiego rozwiązania, które dla wszystkich będzie wygodne. Gotowanie w naszym przypadku dwóch czy czasem trzech obiadów, to nie lada wyzwanie, a biorąc pod uwagę, że jeszcze trenujemy i pracujemy to już w ogóle nie starczy nam doby. Dlatego jeżeli widzę, że moje dziecko chce zjeść kurczaka z pieczonymi ziemniakami, to go zje albo owsiankę na mleku z bananem, to też to zje, bo dlaczego nie? Kiedyś nie było takich problemów. Dzieci jadły to co akurat było pod ręką albo to co znalazły na ziemi i nikt nie robił z tego wielkiego hałasu. Teraz w świecie bez glutenu, laktozy, eko, bio i fit trochę zwariowaliśmy, ale czy to na serio jest nam potrzebne? Wydaje mi się, że zamiast zastanawiać się czy aby na pewno dziecko powinno zjeść to czy tamto lepiej poświęcić ten czas na coś zupełnie innego, a dziecko niech je! A jak mu smakuje to na zdrowie.

Puentą tego posta jest to, że nie ważne czy teraz dasz dziecku loda czy nie, ono za jakiś czas i tak się będzie go domagało, bo wszyscy jedzą. Najgorsze w tej sytuacji może być moment, kiedy ty zabraniasz, dziecko posłusznie cię słucha, ale do momentu, bo kiedy zacznie się przedszkole czy szkoła, nawet nie zauważysz kiedy uzależni się od słodyczy czy cukru, bo nie mogło tego smaku poczuć w dzieciństwie. Ten post jest trochę inny niż zwykle, ale temat jest otwarty i chętnie przeczytam wasze opinie na ten temat. Dawać dziecku wszystko do jedzenie czy nie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *